Od komornika do wymarzonego mieszkania

Od komornika do wymarzonego mieszkania

Wattles pisze w Naukowej metodzie wzbogacania się:

Każdy człowiek postępujący w ten sposób wzbogaci się, gdyż jest to nauka ścisła, tak więc niepowodzenie jest wykluczone.

Postępowanie we Właściwy Sposób prowadzi do sukcesu i to jest fakt, którego doświadczyłem ja osobiście i którego doświadczyły już chyba tysiące osób czytających bloga Sekret Życia w Obfitości. Niepowodzenie jest wykluczone, a świadectwem ilustrującym to z całą mocą jest list, jaki otrzymałem z prośbą o publikację:

Mam na imie Grazyna jestem pięćdziesięciokilkuletnią kobietą. Chcę opowiedzieć Wam moją prawdziwą historię.

Jest rok 2008, jestem  bardzo biedna. Po rozwodzie z mężem alkoholikiem, z długami, z komornikiem na pensji. Na życie i opłacanie rachunków zostaje mi 560 zł, a co najgorsze – życie pod wspólnym dachem z byłym mężem, alkoholikiem i awanturnikiem, którego nic nie interesuje.

Tego nigdy nie zapomnę. To była jesień 2008, jak zwykle przyszłam do pracy przygnębiona i wówczas zauważyłam jak  moja koleżanka czyta coś ukradkiem. Nigdy wczesniej nie byłam ciekawa, ale tym razem to było tak silne, że nie mogłam wytrzymać  z ciekawości. Czytała książkę Sekret. Pamiętam, jak bardzo ją prosiłam, żeby mi dała choć troszkę poczytać, to było takie silne. Przeczytałam ją nie wiem ile razy. Wówczas miałam taki mętlik w głowie, tak bardzo chciałam porozmawiać z ludźmi czy wiedzą coś na ten temat, ale nie raz patrzeli się na mnie jak na oszalałą. Pamiętam, jak na początku roku 2009 całkiem przypadkowo znalazłam w internecie blog Wojtka Sekret Życia w Obfitości, nawet nie macie pojecia jaka byłam szczęśliwa, że to prawda. Pamiętam, jak całkiem nieśmiało napisałam do Wojtka pierwszego emaila z prośbą o System Klucza i jak napisałam, że nie stać mnie  na zakup. Dostałam w prezencie od Wojtka, matko jak ja byłam szczęśliwa i wówczas zaczęłam się uczyć.

Po jakichś 2 miesiącach przyszło mi do głowy, że muszę zacząć myśleć o kartonach – tak, tych zwykłych kartonach, w które się pakuje. Tak bardzo chciałam zmienić swoje życie. Zaczęłam wyobrażać sobie siebie, że pakuję się w te kartony. Moje marzenia stały się prawdziwe, faktycznie zaczęłam przynosić do domu kartony, ale nie bardzo wiedziałam  po co. I znów po pewnym czasie myśl pojawiła się w głowie, że się wyprowadzam. Naprawdę nie miałam żadnych możliwości: pensja wciąż ta sama, długi i komornik. Zaczęłam mocno wierzyć, że uda się. Ta chęć wyprowadzki była bardzo silna. I po jakimś miesiącu spotkałam znajomą, której nie widzialam dość dawno, i w trakcie tej rozmowy dowiedziałam się, że poszukuje kogoś na pokój, w głowie od razu zobaczylam moje kartony. Tak – przeprowadziłam się do niej na wynajęty pokój. W Spółdzielni mieszkaniowej poprosiłam o rozłożenie długu na raty oraz zaniosłam zaświadczenie o wymeldowaniu się. Byłam bez meldunku.

Cieszyłam się, że już mam spokój, ale zdałam sobie sprawę, że nie mogę mieszkać do końca mojego życia na wynajętym pokoju. Z jednej strony radość, z drugiej strony pytanie co dalej, ile razy to przepłakałam – niejedną noc. Ale powtarzałam sobie “uda mi się, uda”. I pewnej nocy obudziłam się i przyszła mi do głowy myśl, żeby kupić mieszkanie. Zaczęłam się śmiać. Bo przecież nie miałam żadnych, ale to żadnych możliwości.

Pamiętam jak dziś moment, w którym dopadło mnie zwątpienie. Przecież nie dam rady – komornik, raty za mieszkanie, ledwo starcza na biedne życie, a tu mieszkanie – to było poza moim zasięgiem marzeń. Ale coś wciąż kazało myśleć o mieszkaniu, czasami aż byłam zła. I w tej złości wycięłam z gazety zdjęcie mieszkania, nawet podobało mi się to zdjęcie, zaczęłam znów wpatrywać się w to zdjęcie i myśleć o mieszkaniu.

Ta sama sytuacja miesiąc później – pamiętam wieczorem znów myśl: “idź do komornika”. Wydało mi się to strasznie głupie, po co ja mam tam iść, przecież on na pewno mi  nie pomoże. Jednak umówiłam się na tę rozmowę, wcale nie było mi łatwo tam iść, ale wciąż coś kazało i mówiło “idź”. To był pan naprawdę przyjazny i ludzkim człowiekiem, opowiedziałam mu moją historię i dalsze plany. Pamiętam, jak on sobie coś pisał. Po dwóch dniach dostałam telefon od komornika bym przyszła jeszcze raz na rozmowę, byłam pewna, że nic z tego nie będzie. Okazało się inaczej. Ten pan zdjął mi komornika z pensji, co wcale nie zwalniało mnie z długu wobec tej instytucji. Sama  wpłacałam na ile mogłam.

Pewnego popołudnia wyszłam z pracy i spotkałam kolegę z lat szkolnych, którego dawno nie widziałam, i tak sobie ucięliśmy pogawędkę. Po tej rozmowie kolega z żona chcieli mnie odwiedzić, wciąż zwlekałam z tym zaproszeniem ich, ponieważ wstydziłam się powiedzieć, że mieszkam na wynajętym pokoju. Podczas kolejnych rozmów kolega z żoną nie dawali za wygraną. Umówiłam się z nimi na kawę w mieście i postanowiłam, że powiem im całą prawdę, ponieważ dłużej nie mogłam kłamać ani wymyślać historyjek.

I znowu ta sama historia – dzwoni żona kolegi z prośbą czy mogłabym wpaść do nich na pogaduchy i na kawę. Poszłam do nich, ale było mi dziwnie, właściwie to było mi wstyd, że dojrzała kobieta, a nie ma nic. Podczas tej rozmowy moi dobrzy znajomi zaproponowali mi pomoc finansową. Nie chciałam jej przyjąć, ponieważ wiedziałam, że nie mam możliwości jej spłaty. Wówczas usłyszałam, że nie muszę się spieszyć, że mogę oddać jak będę miała. Wzięłam te pieniążki i następnego dnia pobiegłam do komornika by uregulować zadłużenie. W tydzień później dostałam od pana zaświadczenie, że nie zalegam z żadnymi zadłużeniami. W spółdzielni mieszkaniowej też już miałam czyste konto.

Pamiętam, jak wyszłam z pracy – było tak ciepło, postanowiłam posiedzieć sobie na ławce i popatrzeć na ludzi. Całkiem nieświadomie siadłam naprzeciw banku i w pewnym momencie wpadł mi do głowy pomysł: a może tak kredyt na mieszkanie?

Po paru dniach poszłam do banku – i to był nie jeden bank, ale wciąż słyszałam to samo: “przykro nam, ale nie możemy udzielić kredytu, jest pani w bazie zadłużonych”. Właśnie wtedy opuściły mnie wszelkie siły, czułam się tak malutka, zdeptana, nawet życ mi się odechciało. Nie wiem ile upłynęło dni – może ze dwa tygodnie – zadzwonili do mnie z banku, czy mogę przyjść na rozmowę, wiecie – udałam się, ale wszelkie nadzieje mnie opuściły i nie wiem czy ja wówczas w ogóle myślałam. W banku  tym uwierzyłam, że jednak cuda się zdarzają, że gdy dostarczę odpowiednie dokumenty i oświadczenie od komornika udzielą mi kredytu. Faktycznie – dostałam kredyt nie tylko z banku, ale i z pracy, kupiłam sobie moje wymarzone mieszkanko, w którym każdego dnia całuję ściany, gdzie stół stoi w tym samym miejscu co na zdjęciu wyciętym z gazety.

Jestem bardzo, ale to bardzo szczęśliwa, a mój anioł stróż czuwa nade mną. Pisze tego emaila ponieważ chcę Was podtrzymac na duchu, że jednak to wszystko jest możliwe, że nie jest łatwo, ale może się udać. Życzę każdemu z was powodzenia, a Tobie Wojtku dziękuję z całego serca.

Pozdrawiam,
Grażyna

Dziękuję Grażynko za wspaniałego emaila. Niech służy jako piękne świadectwo dla wszystkich, którzy idą w Twoje ślady. Początek drogi znajduje się w książce Naukowa metoda wzbogacania się.

Dodaj komentarz